Leon Wilmański

14 Listopad 2009
Kategoria Patron
14 listopada 2009, Komentarze Możliwość komentowania Leon Wilmański została wyłączona

ppor. Leon Wilmański (1914-1942)

radiooperator

 

Leon Wilmański urodził się  14 kwietnia 1914 r. w Bałdrzychowie k. Poddębic. Był synem Kazimierza i Władysławy z domu Miłosz. Pochodził z rodziny chłopskiej, jego rodzice prowadzili 15 hektarowe gospodarstwo rolne i zamieszkiwali w Bałdrzychowie. Był ich drugim dzieckiem, miał braci Feliksa i Zygmunta oraz siostry Zofię, Kazimierę i Celinę.

Leon Wilmański ukończył czteroklasową szkołę powszechną w Bałdrzychowie, następnie uczęszczał do klas 5-7 w Poddębicach. Służbę wojskową rozpoczął w 1935 r. w plutonie łączności 37 Łęczyckiego Pułku Piechoty im. ks. J. Poniatowskiego, stacjonującego w Kutnie. W 1937 r. skierowany został do 2 pułku lotniczego w Krakowie na kurs łączności radiowej. Uczestniczył czynnie w budowie Kopca Marszałka Piłsudskiego. Tam też „zaraził” się lotnictwem i zdecydował na pozostanie w wojsku, właśnie w lotnictwie. Został przeniesiony do Centrum Wyszkolenia Lotnictwa nr 2 w Krośnie do 2 eskadry podoficerskiej specjalnej. Szkoła szkoliła w takich specjalnościach lotniczych jak: strzelec samolotowy, radiotelegrafista, mechanik radiowy i zbrojmistrz.

Tuż przed wybuchem wojny został przeniesiony na lotnisko Warszawa – Okęcie, gdzie odbywał loty ćwiczebne na samolotach PZL P-37B „Łoś”. Jednak dokładne losy Leona Wilmańskiego we wrześniu 1939 r. nie są znane. Wiemy, że pieszo dotarł do granicy z Rumunią. Tam spotkał swego szkolnego kolegę kpr. Mieczysława Kopra,  który rzutem kołowym XV dywizjonu  bombowego przybył do granicy państwa. W dniu 19 września 1939 r. razem z nim, samochodem przekroczył granicę i udał się do Bukaresztu. Po zdaniu sprzętu i broni zostali internowani w Rumunii  w obozie  Urziceni, gdzie spotykali kolejnego poddębiczanina Karola  Jaworskiego. Wilmański był wśród pierwszych uciekinierów z obozu. Przedostał się do Francji, gdzie przebywał w Bazie Lyon-Bron do 23 lutego 1940 r. Już 24 lutego został przerzucony  do Anglii. Leon Wilmański odbywał specjalistyczne szkolenia w Eastchurch na kursie strzelca radiotelegrafisty i strzelca samolotowego, który skończył 12.08.1940 r. Przeszedł połączone z lotami praktyczne szkolenie bombowe i radiowe instruktorskie. Tak przygotowany do trudnej służby, otrzymał przydział do 301 Dywizjonu Bombowego „Ziemi Pomorskiej” jako strzelec radiotelegrafista.

W tym czasie do Bałdrzychowa dotarła  wysłana 13 kwietnia 1940 r. poprzez Watykan karta pocztowa o następującej treści „Ślę serdeczne pozdrowienia od Leona. Czuję się dobrze i ma pracę w swoim zawodzie. Łączę wyrazy szacunku i moc najlepszych życzeń Wasz L. Krajniewski Roma – Italia”. Był żołnierzem zawodowym, więc rodzina wiedziała, gdzie był i jaką miał „pracę”.

W nocy 14/15 kwietnia 1941 r. przeszedł chrzest bojowy z załogą Wellingtona Mk IC (pilot ppor. Ryszard Zygmuntowicz) w składzie 301 Dywizjonu Bombowego, celem lotu było bombardowania niemieckich okrętów w porcie Brest. Pamiętnym dla tej załogi i opisywanym w różnych publikacjach był lot w dniu 6 maja 1941 na cel Hamburg na samolocie Wellington Mk IC o numerach taktycznych GR-K (X3163), dowodzonym przez kpt. Kazimierza Przykorskiego. Samolot nad morzem został zaatakowany przez niemieckiego nocnego myśliwca Me-110. Nie działała hydraulika i w pilotażu samolotu musiała pomagać cała załoga. Sterowanie wymagało dużo siły, dwaj piloci musieli trzymać drążki. Obie wieżyczki strzelców były zablokowane. Samolot więc był całkowicie bezbronny. Maszynę udało się doprowadzić do lotniska. Wylądowali szczęśliwie mimo uszkodzonego koła oraz przestrzelonej opony.

W dniu 28 czerwca 1941 r. sierż. Leon Wilmański został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari i Krzyżem Walecznych po raz pierwszy. W ciągu kolejnego półrocza sierż. L. Wilmański odbył około 30 lotów bojowych. We wrześniu 1941 r. gen. Władysław Sikorski uzyskał zgodę od władz brytyjskich na przydzielenie trzech polskich załóg do dywizjonu specjalnego przeznaczenia. Zgodnie z przyjętymi zasadami załogi do lotnictwa specjalnego rekrutowano z ochotników. Do tego dywizjonu  zgłosił się Leon Wilmański i przeszedł przeszkolenie. W dniu 28 listopada 1941 r. przybył do 138 dywizjonu specjalnego przeznaczenia wraz z polską załogą nr 3 dowodzoną przez por. naw. Antoniego Voellnagela. Brytyjski 138 dywizjon specjalnego przeznaczenia (138 Special Duty Squadron) stacjonował na lotnisku Newmarket. Był dywizjonem, którego zadaniem była współpraca z ruchem oporu w krajach okupowanych. Personel latający składał się wyłącznie z doświadczonych i starannie dobranych  lotników, którzy odbyli przynajmniej jedną turę lotów operacyjnych (10 lotów) i przeszły dodatkowe przeszkolenie. Dywizjon był wyposażony w brytyjskie ciężkie bombowce Handley Page Halifax. Do lotów samoloty startowały pojedynczo nocą i miały do pokonania lecąc bez osłony, połowę Europy. Czyhały na nich nocne myśliwce Luftwaffe, reflektory z artylerią przeciwlotniczą oraz zła pogoda, oblodzenie i samotność. W trudnych chwilach mogli liczyć tylko na siebie. Zatem lotnicy musieli mieć bardzo dużą odporność psychiczną. Szczególnie niebezpieczne były loty do Polski. Trwały około 14 godzin i załogi wracały kompletnie wyczerpane.

Lotnicy por. A. Voellnagela przebywali 6 tygodnie bezczynnie w bazie aż do czasu, gdy przeznaczony dla nich samolot został oblatany i przygotowany do lotu. Sierż. Leon Wilmański  w tym czasie uczył się, był słuchaczem kursu w Szkole Podchorążych w Szkocji. Nareszcie wielki sukces angielskich mechaników. Po sześciu tygodniach wyczekiwania samolot był gotowy do lotu. Niestety, w dniu 27 lutego 1942 r., osiem  minut przed startem okazało się, że przy tankowaniu benzyny do zbiornika wpadł kawałek przewodu gumowego i według opinii mechaników angielskich jego usunięcie wymagałoby wymontowania zbiornika. W związku z tym lot byłby odwołany. Mechanik pokładowy polskiej załogi sierż. Mądracki podjął się wykonać to zadanie bez demontażu zbiornika. Sobie tylko znanym sposobem po pięciu minutach  wyjął ten nieszczęsny kawałek gumy ze zbiornika. Wystartowali  do Polski na Halifax NF-W L-9618. W tym czasie loty do Polski ze zrzutami dla Armii Krajowej odbywały się, Trasą nr 1, która biegła nad Morzem Północnym, Danią i Morzem Bałtyckim. Nad Polskę samoloty nadlatywały między Kołobrzegiem a Gdańskiem, kierując się potem na południe w głąb kraju.

Niestety, dolecieli tylko do Danii. Zadania nie wykonali z uwagi na awarię silnika i musieli zawrócić do bazy. W kwietniu loty do Polski zostały wstrzymane, Anglicy tłumaczyli, że to z uwagi na bezpieczeństwo i zbyt krótkie noce. Nie przeszkodziło to też w wysłaniu załogi kpt. naw. Voellnagela na zadanie do Austrii. W rzeczywistości loty do Polski były wstrzymane z powodu nacisków płynących wprost z Moskwy, by nie wzmacniać dobrze rozwijającej się polskiej dywersji, którą prowadziła  wydzielona z AK organizacja dywersyjna „Wachlarz”.

Feralny, podjęty chyba w zbyt trudnych warunkach atmosferycznych, lot w dniu 20/21 kwietnia 1942 r. nie odbywał się do Czechosłowacji, lecz do Austrii! Dlatego też wypadek nastąpił nad Alpami Bawarskimi. Jedynym samolotem, który wystartował z Wysp Brytyjskich był właśnie ten samolot Halifax V9976. Na jego pokładzie był też Leon Wilmański.  Zderzenie z górą nastąpiło w pobliżu wsi Kreuth w Bawarii. Mieszkańcy tej wsi zostali obudzeni w środku nocy hukiem silników nisko przelatującego samolotu. Potem usłyszeli potężną eksplozję. Samolot wbił się w ośnieżony szczyt i płonął rozjaśniając całą górę. Wiemy, że ta tragiczna operacja nosiła kryptonim „Whisky”, a na pokładzie samolotu oprócz członków załogi, byli agenci sowieckiego NKWD. Ciągle nie są wyjaśnione okoliczności lotu  i jeszcze długo nie dowiemy się całej prawdy. Dane dotyczące tego lotu zostały utajnione aż do 2020 r.!

Grób lotników znajduje się na alianckim cmentarzu wojennym położonym na wysokości 754 m n.p.m. u podnóża Alp Bawarskich przy trasie z Miesbach do Bad Tölz, 8 km od Miesbach przy skrzyżowaniu z drogą do Dürnbach  i wygląda obecnie inaczej niż zaraz po wojnie. Cały cmentarz utrzymany jest w idealnym porządku i widać, że mieszkańcy okolicy opiekują się tym miejscem.

 

Komentarze zablokowane.